wszystko plynie

Wpisy

  • poniedziałek, 19 września 2016
    • niedzelne wino…

      Od jakiegos czasu spotykam sie z G wolnych chwilach. Niestety jak na razie nie ma miedzy nami zadnej chemii, wiec spotkania sa wylacznie kolezenskie. Ale i tak milo jest napic sie czasem wina albo piwa i pogadac. W sumie ona glownie gada, ja slucham, ale nie przeszkadza mi to. Lubie sluchanie – mozna dowiedziec sie czegos nowego, albo ciekawego. A swoje historie i tak znam. Powoli nadchodzi jesien i mimo ze slonce nadal jest widoczne, robi sie chlodniej. Zwlaszcza wieczorami. Musze zmienic koldre na grubsza. Bylem niedawno w gorach. Moze i ladne sa, ale nie do konca mnie przekonuje calodniowe chodzenie po grudach kamieni caly czas skupiajac sie na tym tym zeby czegos sobie nie zlamac… Cos, bylem, zobaczylem, udalo sie wrocic calo. Niestety w finansch znowu mam dziure, choc od kilku miesiacach zamierzam nigdzie nie jechac i koncu te finansy ustabilizowac. Samo zycie. No ale lato sie konczy, moze sie w koncu uda. Musze tez pomyslec o pracy bardzie w kierunku programowania, ale idzie mi opornie. Caly czas przewazaja kontakty towarzyskie. Mysle zeby polaczyc jedno z drugim – moze spotkanie z kims z tej branzy pomoglo by ukierunkowac sie i zmotywowac… Moze. No alejak wiadomo samo sie nic nie robi – bez swojej pracy sie nie obejdzie. Ale ze kazdy z natury jest leniwy, zawsze sa 1000 innych rzeczy do wykonania. No ale staram sie jakos ujmowac to w ramy – codziennie jedna choc mala sprawa do zalatwienia. Dziwne tez te kontakty ludzkie. Niby chaotyczne, ale jest w nich pewen system. Jakos z jednymi latwo kolegujemi, innych nie znosimy. Oczywiscie wszystko to dzijej sie jakos samo. Podobno to podswiadomosc. Czyli my myslimy ze dzialamy racjonalnie, a tak naprawde caly czas targaja albo rzadza nami emoje, czyli ta spontaniczna strona. Coz, moze pozniej i zalujemy ze nie sluchamy glowy, ale jednak przyjemnie jest tak poplynac. Choc rzadko, choc tylko troche. No bo codzienne zycie jest raczej odczlowieczone – dzialasz jak maszyna – zaplanowac, wykonac. Kazdy dzien taki sam. Zarobic, wydac. Jesc, spac. Moze kazde z tych dzialan i ma sens, ale jesli patrzysz na calosc, nabierasz watpliwosci. Wtedy staram sie myslec o tym, ze kazdy ma tak samo. I kiedy tak samo spotykamy sie i gadamy, ten bol istnienia jest jakby mniejszy. Czyli jest to moze jakis na niego sposob. Tak czy inaczej jesli skupimy sie na otoczeniu i innych, to jakos lzej ze swoimi problemami. Za jakis czas moze uda pojsc z G cos taniecznego, zobacze, jak tanczy. Jest troche za chuda, ale z tym zawsze jest problem. Lepiej w te niz w druga strone. Przy okazji udaje mi sie utrzymac swoja wage w okolicach 70ki. Wszystkiego trzeba pilnowac. Na szczescie przy gotowaniu D nadwaga w blizszej przyszlosci nie grozi. No i dobrze, jednym problemem mniej. Czasem jest smutne, ale jak ze wszystkim, z czasem mozna sie przyzwyczaic, przyjmowac ze jest to normalne, bo ogolnie zycie jest dobre, ciekawe i kazdy sloneczny dzien jest po prostu dobry. Czyli znowu cieszyc sie malymi rzeczami…

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      t1000m
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 19 września 2016 16:00
  • wtorek, 23 sierpnia 2016
    • goraczka sobotniej nocy…

      w sumie staram sie unikac calonocnych imprez – rzadko sie koncza czyms ciekawym, raczej zwykly kac i niewyspanie… Ale z drugiej strony, zawsze lubie dopilnowac, zeby ewentualne towarzystwo bezpiecznie dotarlo do domu/ow. Jakies glupie poczucie odpowiedzialnosci sie wlacza. Szczegolnie jesli chodzi o kobiety. A przyciez na 80% nigdy juz ich nie zobacze, choc moze bede pamietal imiona. One zreszta tez. Zeby nie bylo, nic miedzy nami tej nocy nie wydarzylo. Jak i innych nielicznych. Grzecznie posluchalismy jazzu na starowce. Bylo ich 3, ja znalem tylko jedna, ktora przedstawila mi 2 pozostale. 46, 36, 33 lata. Bylo goraco, polalem po piwie. Pozniej K. rzucila wprost, ze chetnie by cos zjadla, wiec poszukalismy Maca/kebaba… Nie bylo zadnego w poblizu, wiec potrzebny byl sredni spacer i skonczylo sie na starej dobrej knajpie w malej uliczce. Gadalem ze wszystkimi. G. jest bardzo skromna, w kolko przypomina, ze ma juz swoje lata, wiec duzo nie pije  i musi wczesniej wracac do domu zeby sie wyspac, sprzatac itp. A. jest srednio rozmowna, ale ma w sobie to 'cos – potrafi zainteresowac, ale nie zanudzic, slucha co sie do niej mowi, no i ogolnie jest w moim typie. K. jest najmlodsza z calego towarzystwa, ale paradoksalnie najmniej 'wyluzowana, gada bez przerwy, jest bardzo bezposrednia i uparta. Jak sie pozniej okaze, beda z nia spore problemy, kiedy pryjdzie organizowac 'akcje powrot… W miedzyczasie wypilismy nastepne pare piw, cos zjedlismy, knajpa juz sie zamykala, wiec nieliczni juz goscie szybko przysiedli sie do jednego stoliku. G. musiala juz jechac do domu, chcialem ja odprowadzic na przystanek, ale powiedziala, ze sobie poradzi, wiec zostalem. Zawsze to jest dylemat, moze chcialem zostac, po drugie znamy sie z G, ale na razie nic wiecej. Dziwne, ze zawsze jakos wychodzi, ze ten 'moj typ okazuje sie tym niewlasciwym. No ale widocznie tak juz ma byc. Jedyne wyjscie, to chyba czekac na rozwoj wydarzen i na sile nie przyspieszac. Nowo poznane towarzystwo z sasiedniego stolika zaproponowalo, zeby gdzies pojsc potanczyc. No i poszlismy. Jak sie spodziewalem, miejsce bylo typowo warszawskie i nijakie. No ale kolejne piwa robili swoje. Dziewczyny sie rozkecily, wiec troche tanczylem z A. i K. Okolo 3 w nocy impreza zaczela powoli przygasac, wiekszosc ludzi poszla, choc przyszlo troche nowych. A. byla juz wyraznie zmeczona, wiec postanowilismy wrocic do bazy. Zjawil sie jej kolega, ktory zaproponowal ze nas zawiezie. Nagle sie okazalo, ze K. ma ztym problem – powiedziala ze go nie lubi i nie chce z nim jechac… W sumie juz dawno byl czas na mnie i powinienem wracac do swojej bazy, ale jednak chcialem upewnic sie, ze dotarly do domu. Wiec zaczeli sie negocjacje, kto z kim ma jechac. Po jakims czasie udalo mi namowic K. ze odwioze ja taksowka, a A. pojedzie z kolega. Gdy wszyscy juz byli na miejscu, zblizala sie 4… Pozostalo tylko sie pozegnac i pojechac do swojego lozka…

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      t1000m
      Czas publikacji:
      wtorek, 23 sierpnia 2016 13:56
  • środa, 13 lipca 2016
    • po wakacjach…

      jest dopiero srodek lipca, a u mnie juz po wakacjach. Po dwoch tygodniach nad Adriatykiem akurat dzisiaj w Polsce troche deszczu i troche nizsza temperatura… Wyjazdow bylo kilka, wiec i wydatkow tez – teraz trzeba czekac troche znowu uzbierac. Jeden z wyjazdow byl z rodzina znajomych, wiec mialem okazje zobaczyc, jak wyglada zycie z dwojka malych dzieci. Wiedzialem, ze dzieci potrzebuja uwagi i sa sporym wydatkiem, ale jednak pzekonanie sie bylo smutne. Mlode pokolenie – ktore w teorii ma pracowac na nasze emerytury jawi sie jako egoistyczne, leniwe i dbajace tylko o siebie. Rodzice sa od obslugi i finansowania, glowne rozrywki, to telefony, tablety i zakupy… Glowne haslo na jakiekolwiek ograniczenia albo chwilowa nude – przyciez dziecko musi to miec, czyli 2 razy w roku wyjazd, plus gadzety, plus zajecia dodatkowe, plus ciuchy, pilki itp. Nie wiem, moze rodzice staraja sie im tak wynagrodzic swoje skromne dziecinstwo… Choc tak naprawde tez nie bylo zle – byli wyjazdy do Bulgarii za PRL, ciuchy z Pewex-u i smak bananow. Teraz wszystko musi byc 10 razy bardziej naj… Wiem ze rodzice chca jak najlepiej i oby im sie udalo, tylko co znaczy to "lepiej"… Bo efekt bedzie za 20 lat i nie pewnosci jaki, a frustracja i stres sa teraz i sa konkretne – ze rodzic ciagle zmeczony praca, bo trzeba na wszystko zarobic, bo nie ma czasu i cierpliwosci dla dzieci, bo ciagle pracuje. No ale sami zgotowali sobie ten los – nie mozna dzis wyobrazic, ze dziecko wyjedzie na wakacje tylko raz, ze samo musi wymyslic sobie zabawy, ze samo np w wieku 12 lat ogarnie swoj pokoj. Ogolnie pojecie "dziecko" mocno sie wydluzylo. Ja wiem, ze dla rodzicow zawsze bedziemy dziecmi, ale czy 25 latek jest dzieckiem? A 32 latek? Chyba nie, ale widze po znajomych rodzinach, ze jednak tak. A dlaczego? Bo moze. Ot tak, poprostu, mocno wszedl w ta role, a innej go nikt nie nauczyl. Poza tym teraz jest tak, ze mozna zjesc ciastko i miec ciastko – ma wszystkie prawa doroslego: swoj pokoj, pieniadze, wybiera towarzystwo itp. Niestety nie ma obowiazkow – np pozmywac po sobie, ogarnac swoj pokoj, nie mowiac juz o zrobieniu czegos w calym mieszkaniu. Strategie ma bezbledna – udawaj ze nie rozumiesz, czego od ciebie chca, a w koncu rodzic ma dosc i zrobi to sam. I o to chodzilo… Mozna bawic sie dalej. Czasem rodzic sie buntuje i probuje odzyskac kontrole. Spokojnie, dzecko zna sowje prawa – nic mu nie moze zrobic. Ewentualnie grozi jakimis karami, ale po polgodzinnym jeczeniu dziecka, poddaje sie i pozwala na wszystko. I o to chodzilo. Za troche spokoju rodzic zrobi wszystko. Bo i tak nie wygra. Przyciez dziecko musi to miec. Mialem tez troche obserwacji siebie. Ogolnie jestem czlowiekiem bezkonfliktowym – nie przywiazuje wagi do wyboru jedzenia, miejsca przy stole itp. Bo uwazam ze to nie jest wazne i szkoda grymasic. Pije kawe z mlekiem, ale jesli np akurat sie skonczylo, nie robie problemu z czarna. Zycie jest za krotkie. Niektorzy uwazaja, ze powinno sie upierac przy swoim. To znaczy robic tak jak moi znajomi, ktorzy musieli co rano miec swieze pieczywo, choc zostalo wczorajsze – bo musi byc. Ale kupic go mniej tez nie, wiec zostawalo codziennie. No ale kazdy jest inny, a moze poprostu ma inne priorytety. Dla mnie np naprawde wazne jest, zeby morze bylo cieple, a piwo zimne. Reszta juz mniej. Poza tym w nielicznych przypadkach, kiedy chce cos miec po swojemu, nagle inni tez sie dziwia. Ciekawe dlaczego, bo i tak zalezy mi na czyms duzo rzadziej niz im. Bo czasem kazdemu zalezy, coz w tym dziwnego… No ale ludzi zawsze maja podwojne sady – ich zachcianki co 5 minut sa zasadne, a cudze raz na jakis czas to sa dziwactwa…

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      t1000m
      Czas publikacji:
      środa, 13 lipca 2016 14:41
  • wtorek, 10 maja 2016
    • kolejna wiosna

      po dlugim oczekiwaniu w koncu nadeszla – wczoraj na ostatnim debie pojawili sie liscie… Swieci slonce i nastroj coraz lepszy. Dawno nie pisalem – a to brak checi, a to praca, najczeciej lenistwo. Jak ze wszystkim, pisanie ewidentnie wymaga wysilku – codziennie chociaz kilka zdan. Bo jak sie napisze jedno, pojawiaja sie kolejne i jakos idzie. Ostatnio przeczytalem, ze zycie bez komentowania traci jakby czesc tresci… Moze nie do konca, ale cos w tym jest – zapisujac, porzadkuje skrawki mysli, lepiej wiem, co sie dzieje. Ostatnio od strony pracy troche mam przyspieszenie – jedna rzecz zamknieta, kolejna wkrotce, kurs w trakcie. Kontakt z G sie urwal – po tym, jak moje urodziny przeszli niezauwazone, zrozumialem, ze to tez bylo kolejne jednostronne i w zasadzie bezsensowne uczucie. Bardziej oczywiscie przyjazn niz cos wiecej, ale i tak jednostronna. Nadchodzi sezon urlopowy, niby jest to mile, ale na razie to oznacza wiecej pracy, stresu, zbierania kasy, ktora pozniej znowu pojdzie… Nie wiem, chyba juz wole brak wyjazdow i swiety spokoj. No ale tak sie juz w tym roku ulozylo, wszystko porezerwowane i odwrotu nie ma… Poznalem inna G, widocznie teraz sezon na to imie. Nie zrobila wiekszego wrazenia od razu, ale jest ciekawa osoba, zobaczymy, co bedzie dalej. Przynajmniej pojdziemy gdzies razem, pojezdzimy na rowerze. Nie wiem jak znajde czas, ale na razie mam co najmniej tydzien luzniejszy w pracy. Kurs idzie opornie, materialu jest duzo i koniecznie jest samodzielne robienie przykladowych zadan. Oczywiscie zwlekam z tym jak moge, ale i tak musze to zrobic. Czytam caly czas – oczywiscie jest to troche forma ucieczki od realnego zycia, ale wczyscy od niego uciekaja – roznymi drogami, choc wiedza, ze jest tylko jedno, w glowie to drugie wydaje sie fajniejsze… W jednym z magazynow przeczytalem, ze nawiazujac relacje z drugim czlowiekiem tak naprawde nawiazujemy relacje ze soba – czyli ta osoba jest jakby lacznikiem nas z nami… Cos w tym jest – zeby zrozumiec, gdzie jest dom, czasem treba wyruszyc w droge, zeby zrozumiec siebie, potrzebny jest ktos inny. Co jeszcze? z zasadzie jest mi dobrze jak jest i mozliwe ze to jest problemem – na dluzsza mete do niczego nie prowadzi… Z drugiej strony – do czego niby ma prowadzic? Moze zycie to wlasnie jest ta codziennosc, czasem szara, czasem z dodatkami kolorow… I cala sztuka polega na tym, zeby docenic to co mamy, nie gonic za czyms, czego poprostu nie ma… No ale tak to juz jest – zawsze myslimy, ze za zakretem jest lepiej, kazdy kolejny wybor rodzi kolejne rozczarowanie, ze mozna bylo wybrac lepiej… Tylko co znaczy lepiej, zawsze problem tkwi w szczegolach, detalach, drobnym druku… Nawet jak czuje, ze tak jest dobrze, zawsze dookola sa inni, ktorzy ciaglie daja znac, ze mozna wiecej, lepiej platna praca, ladniejsza partnerka itp.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      t1000m
      Czas publikacji:
      wtorek, 10 maja 2016 11:46
  • wtorek, 08 marca 2016
    • poczatek wiosny mija…

      kolejne spotkaie z G. Znowu jakos sie tak zdarzylo, ze rozmawialismy o rzeczach malo waznych, albo moze i waznych, ale juz kilka razy przerobionych. Nie zapytalem o co chcialem, nie powiedzialem tego co mialem powiedziec. Samo zycie – odkladamy wiele rzeczy na pozniej, rozmawiamy o niczym, bo jakos "nie jest na to odpowiedni moment". A pozniej zwykle za pozno. Zawsze po… idzie mi lepiej, na spokojnie moge ulozyc caly plan rozmowy. Musze tak robic, bo inaczej zbaczamy na rozne tematy, klimat sie psuje i konwersacja rozpada sie na kawalki. Np powiedziala dlaczego mi sie podoba, bo przyciez moglbym miec kazda… No wlasnie, do bolu to znane – nie chcac powiedziec wprost ze ktos nam sie nie podoba, probuje sie go zniechecic: tyle ladnych dziewczyn/chlopakow dookola, wez kogos innego, moglbys miec kazda/kazdego. Bez sensu. Nie dziala to tak. Jest subtelna ale roznica – moglbys/moglabys i mozesz… Samo moglbys zaklada druga czesc – gdyby… A  mozesz juz nie, czyli mozesz miec kazda – czyli te tez. A moglbys – to tylko moglbys gdyby… Co jeszcze? Twierdzi ze jest szczesliwa. Ale pod tym szczesciem rozumie glownie prace. Ja tymczasem chcialbym wiedziec o niej samej – co czuje, lubi, kiedy ostatni raz porzadnie sie calowala… Czyli rozmowa bardziej osobista, m.in. o seksie, ale nie wprost. Bardziej o dotyku, smaku, zapachu, odczuciach fizycznych. Powiedzialem juz jej kiedys, ze ma bardzo zmyslowy zapach wlosow. Chcialbym ja zapytac, co mysli o moim zapachu. Ja go nie czuje prawie wcale, ale podobno tak ma byc, miesza sie zapach wody po goleniu z zapachem ciala i trudno to wyczuc. Poza tym dla mnie to czesc tzw chemii, ze "czujemy" zapach jednych osob, innych nie, albo nie jest on odbierany jako przyjemny. Ogolnie ciekawi mnie, jak jestem przez druga strone odbierany. Bo bo widzenie siebie zawsze jest zaburzone. Jest do troche trudne – zawsze w rozmowach z innymi tego nie wypada. A moze teraz juz tak, moze tylko dla mnie wymaga to chociaz malego przekroczenia granic… Niewazne, faktem jest ze wiem co zrobiic z przegrana, a z wygrana juz  nie. Choc z czasem juz nie bierze sie tego jako porazki, tylko kolejne doswiadczenie poprostu. Czegos sie nauczyles i idz dalej… Wiec prawdopodobnie nastepny raz bedzie ostatnim. Przynajmniej na jakis dluzszy czas – znowu wyczuwam jakis opor, albo co najmniej niezdecydowanie. Wiec powinna to sobie przemyslec i ulozyc. Czy w ogole i czego chce. Niby to normalne ze kazda kobieta "chce i nie chce", ale cos musi przewazac. Fajnie sie gada, czujemy sie dobrze ze soba. W zasadzie na taka dalsza przyjazn wystarczy. Mozemy sie spotkac raz na rok. Grzecznie pogadac i pojsc w swoje strony. Wydawalo sie ze jednak oboje chcemy czegos wiecej. I teraz widac ze znowu sie wydawalo. Jak to w zyciu. No i niestety nie ma w sobie tego "czegos" co swieci samo, a nie czeka na twoje swiatlo, zeby go tylko odbic…

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      t1000m
      Czas publikacji:
      wtorek, 08 marca 2016 14:05
  • wtorek, 16 lutego 2016
    • fajny wieczor w deszczowym lutym…

      Spotkalem G kilka miesiecy temu. Fajnie nam sie razem tanczylo, ovzywiscie znowu zlamalem zelazna regule – nigdy nie pokazuj/mow kobiecie, ze tobie sie podoba. Poprostu jej to powiedzialem – ze dobrze wyglada, dobrze tanczy i ma bardzo seksowny zapach wlosow (jak sie pozniej okazalo, dobry szampon). Oboje jestesmy w zwiazkach. Moj od jakogos czasu 'mocno sie schlodzil', jej z tego co widze, tez czegos brakuje… Mam nawet nadzieje, ze brakuje nam tego samego – ciepla i uwagi, gadania i dotyku, czyli tak zwanych milych pierdol, ktore wlasnie wiaza. Wiec poprostu poprosilem ja o numer telefonu. A Ona poprostu mi go dala. Pozniej powiedziala, ze pewnie i tak bym go zdobyl przez znajomych. Moze zalowala, ze oszczedzila mi staran, ale ja uznalem to za plus. Nie lubie "gier i podchodow", w sensie glupich, bo madre i pikantne sa calkiem fajne. No bo oczywiscie jak kazdemu facetowi "chodzi mi o jedno", ale musi to byc jednak jakos fajnie rozegrane. No bo wiadomo, chase is better than the catch… Teraz spotykamy sie w miare regularnie "na wino"… Mamy wspolne tematy, gusta, duzo rozmawiamy. Bardzo powoli, ale jednak temperatura rosnie. Niby niewinne mizianie, delikatne calowanie, ale z drugiej strony ciagla niepewnosc i oczekiwanie na nastepne. Najbardziej mnie ciekawi, co Ona czuje? Troche mi zdradzila – ze sama nigdy nie jest z gory pewna, jak sie potoczy wieczor. Widze, ze to chyba wspolna cecha wielu kobiet – jednoczesnie chca i nie chca, ulegaja i sie opieraja. No i dobrze, w sumie inaczej byloby za proste, choc oczywiscie w meskim logicznym swiecie to "wprowadza chaos w zycie". Czyli tez jednoczesnie chcemy zeby one byly jak my, ale tez cenimy ich dlatego ze sa inne… Ot, kolejna sprzecznosc. Mam nadzieje, ze oczekiwanie na kolejne spotkanie ja bardziej podgrzewa, niz ostudza. I ze moja powolnosc pozwoli mi wiecej zyskac niz stracic. No ale coza, tak poprostu czuje, ze tak trzeba zrobic, poczekac, posluchac co Ona mowi, popatrzec i sie nie spieszyc. Pytala, co w niej pryciaga – trudno wyroznic cos jednego, jest atrakcyjna, choc niemloda. Moze to to, ze jest swiadoma siebie i moze nie jest super otwarta, ale tez nie zamyka sie, jak wiekszosc, podejmuje te gre. W koncu cos sie dzieje, w tej szarej codziennosci inaczej poprostu sie dusze…

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      t1000m
      Czas publikacji:
      wtorek, 16 lutego 2016 12:55
  • wtorek, 15 grudnia 2015
    • kazdy dzien jak boj i znowu szary…

      Po kilku w miare slonecznych znowu mamy grudniowa szarosc… Do tego temperatura nieublaganie idzie w dol. Ostatnie kilka dni uplywaja pod znakiem szukania pracy dla znajomych. Jakto zawsze – niby ogloszenia sa, ale nawet glupie sprzatanie albo opieke nad dziecmi dostac trudno. Trzeba dzwonic i rozmawiac, dzwonic i rozmawiac. Nie jest latwo, ale mozna. Prawda gdzies posrodku. Nie mozna w zadnym razie zrazac sie niepowodzeniem. Jak z kobietami… Po kilku dniach poszukiwan sa w koncu kilka umowionych spotkan. Wszystko wymaga czasu. Natrafilem tez na ciekawy tekst o wspolczesnych 20-30 latkach.
      Fragment: "W oczach naszych rodziców stanowimy paradoksalne połączenie pracoholizmu i leserstwa. Pracoholizmu, bo nikt inny w rodzinie nie jest aż tak zawalony robotą, żeby nie móc stawić się na rosołku u mamy w niedzielę o trzynastej. Leserstwa, bo ta nasza „praca” niewiele ma z pracą wspólnego. Dla pokolenia, któremu na miły początek życia zawodowego zakład pracy dał w latach siedemdziesiątych przyzwoite pieniądze, służbowe mieszkanie, diety i całusa w czoło, praca ma ściśle określoną definicję. Jeśli zarabiasz pieniądze leżąc w pod kocem na kanapie, jeśli nie nalicza ci się staż pracy, jeśli ZUS nie da ci na starość ani grosza, a jak się rozchorujesz to musisz bulić lekarzowi pierwszego kontaktu, żeby przepisał ci nierefundowany antybiotyk, to sorry, ale wcale nie masz pracy. Obudź się, jesteś bezrobotny!".
      Jak zawsze sie sprawdza – ze nie wystarczy sie narobic, zeby zarobic… Wrecz mozna powiedziec ze bardzo rzadko to idzie w parze. Bo te umietnosci sie wykluczaja – ciezka praca i twarde negocjowanie, znajomosc wlasnej wartosci itp. Bo takie ludzie – znajace swoja wartosc najczesciej juz nie chca i nie musza ciezko pracowac. Od tego sa ci inni. Coraz czesciej tez mysle ze czas na ruszenie tylka do swojej branzy maciezystej, ktora sie studiowalo, ale nigdy nie bylo dane w niej pracowac – IT. Mam troche lat, ale nie ma wyjscia – trzeba odnowic wiedze, przekwalifikowac i zaczac od nowa. I tak wuczuwam, ze obecna sytucja wkrotce sie skonczy. Od roku mam jakies poczucie, ze cos nadchodzi, cos wielkiego, tylko nie wiem co. Obawiam sie, ze nie bedzie to zmiana na plus, ale wyboru tez nie bedzie. Moze i lepiej, czuje ze sie zasiedzalem – zawodowo i prywatnie. Wszytko sie zatrzymalo, nie mam juz radosci ani przyjemnosci, tylko poczucie rutyny i obowiazku. Co prawda jest to cos, nadaje rytm i trzyma w ramach, ale coraz czesciej lapie sie ze to za malo. Chcialo by sie jednak jakichs uczuc, zeby cos w koncu dotykalo, ale nie splywalo po powierchni… Odnalesc jakis sens. Jakos dziwnie najczesciej robie to co trzeba, co nalezy, co wypada itp. Niby to glownie ok, czuje przyjemnosc, ze to komus pomaga. Ale tez usycham wewnetrznie, bo tez potrzebuje ciepla, ktorego prawie nie dostaje. Zyje jak miliony, mijace siebie nawzajem, nie majac kontaktu, chyba ze wzrokowy, ale to jak TV bez dzwieku – niby da sie ogladac, ale krotko…

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      t1000m
      Czas publikacji:
      wtorek, 15 grudnia 2015 14:58
  • wtorek, 08 grudnia 2015
    • girls just wanna have fun…

      Dawno juz nie pisalem – po piewsze nie dzialo sie nic wartego uwagi – robota-chata, chata-robota… Pozniej niby zaczelo sie cos dziac, ale z kolei czekalem na rozwoj wydarzen… No i doczekalem sie… Mniej-wiecej rok zajelo uporanie sie z uczuciami do M. Niby bylo to jasne od poczatku, zreszta zgodnie z ogolna linia kobieca. W pewnym wieku, w komfortowym zwiazku/ukladzie, dzieci odchowane albo prawie odchowane – czyli jezcze nie starosc, ot, wiek sredni. Dobrze by bylo poprawic sobie samopoczucie, wiec nowy image, troche flirtu tu i tam. Ale bron boze nic wiecej – maz i wygodne zycie sa zbyt cenne. Druga strona – coz, zawsze ktos dostaje wiecej, wiec ona ma komplementy, rozmowy i ogolnie, zapewnienie ze jest nadal calkiem niezla i potrafi zwrocic uwage. Jednoczesnie podkreslajac ze to tylko gra i absolutnie nic wiecej. Przewrotna kobieca logika – facet przymierza zeby kupic, a kobieta widocznie poprostu sprawdza czy dobrze siedzi. Mam chyba wrodzony talent do takich schematow. Wiec ostatnia znajomosc z G. to prawie kopia poprzedniej. Impreza w wiekszym towarzystwie. Ona ma meza, ale zawsze pojawia sie sama. Lubi tanczyc, maz nie. Ok, wszyscy sie znaja, zabawa latwo sie rozkreca. Teksty, wyglupy. Nie jest uderzajaco piekna, ale fajnie sie porusza, jest bardzo kobieca. W sam raz, naturalnie i nie wulgarnie. Tez jestem sam, wiec duzo rozmawiamy, tanczymy, tanczy tez z innymi. Wiem, ze to nie ma sensu, ale jestem o nich lekko zazdrosny. Alkoholu bylo duzo, ale akurat pilismy umiarkowanie. Przed wyjsciem poprosilem ja o numer telefonu. Nie wykrecala sie i poprostu go podala. Obiecalem ze wkrotce pojdziemy na wino. Powiedzialem, ze fajnie sie bawilem i ciesze sie ze spotkania. Nie wiem juz co sobie pomyslalem, ale najwyrazniej za duzo. Moze dlatego ze tez wygladala na zadowolona z imprezy, pomyslalem ze spotkamy sie znowu. Wieczor z winem tez byl calkiem przyjemny. Jedyny zgrzyt, ze jest jej milo ze ktos o nia zabiega, podziwia itp, wiec jak najbardziej to jej sie podoba, ale z drugiej strony nie chce nic wiecej. Jednoczesnie cos mi mowi, ze sytuacja moze byc rozwojowa, bo jednak cos sprawia ze lubi spedzac czas poza zwiazkiem. A to mimo wszystko daje do myslenia. Taka gra w podchody tez jest podniecajaca. NIe chce jesli Ona nie chce, tylko ze czy Ona wie, czego sama chce… Patrzac z boku wyglada na to, ze w praktyce zwiazki, zwlazcza dlugoletnie sa czesciowe – nic nowego, czasem pewnie kobiety maja w domu spokoj i uczucia, a seksu szukaja na zewnatrz, jak faceci, ale czesciej chyba odwrotnie… Z drugiej strony, nawet gdyby bylo po mesku, to przyciez ona nie powie – tez mam ochote, pojdzmy do hotelu – bo co by ludzie (nie ma nikogo, ale i tak zachowa sie jakby byli) albo ten On sobie pomyslal… Oczywiscie On by pomyslal – super kobitka, jest wyjatkowa… Wiec ich rola jest ukrywac sie – moze by i chciala, ale nie moze, bo nie wypada, bo rodzina, bo kocha, on kocha itp… Samo zycie…

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      t1000m
      Czas publikacji:
      wtorek, 08 grudnia 2015 13:55
  • wtorek, 20 października 2015
    • ciagle pada…

      juz prawie drugi tydzien… Dzien coraz krotszy. Po pracy juz ciemno, wiec wszystko swieci malymi swiatelkami okien i latarni. Mokre jesiene wieczory zachecaja do dlugich rozmow nad lampka wina. Tyle ze akurat wtedy czuje sie bardziej samotne niz zwykle. To prawda, czlowiek moze byc sam ale ie samotny. Ale tez napewno nie przestaje byc sam. Poczucie zastoju nie mija. Od dluzszego czsu czuje, ze powinienem cos zrobic, wykonac jakis ruch. Bo inaczej zdajesz sobie sprawe, ze nie zyjesz, tylko 'funcjonujesz'. Jednoczesnie odnosze tez wrazenie, ze wiekszosc ludzi to robi - chodzi do pracy, wraca do domu, cos gotuje, cos mowi, spi, pije, kocha sie… Czy to ma sens? Czy tez wlasnie jakis sens miec musi? Moze poprostu to wlasnie jest zycie… I nie ma nic wiecej, poprostu to. Co lubie? Bez watpienia czytac, spacerowac nad morzem. Pewnie samo to wystarczylo by mi do szczescia. Moze mam male potrzeby? Lubie tez rozmawiac z ludzmi - czegos sie dowiaduje, czegos sie ucze, moze tez w czyms im pomagam. Niedawno spotkalem/poznalem L. Nie udaje sie nam porozmawiac dluzej, musze popracowac nad tym. Ciekawe, jaka jest. Cokolwiek by to pozniej nie bylo, zawsze zaczyna sie od przyjazni. Zwykle tez na niej sie konczy. Postanowilem, ze to tez jest cos i tak nie ma co walczyc. Widocznie jak cos ma byc, to bedzie. Nie jestem przesadny, czy cos w tym stylu, ale musze sobie to jakos wyjasnic, zeby kolejny raz nie doszukiwac sie ukrytych przyczyn. Zawsze pomagalo mi czytanie - uspokaja, zajmuje, pobudza wyslenie i odrywa od codziennej rutyny. Nie nadazam czytac tego co mam, ale i tak kupuje wciaz nowe ksiazki. Podobno tak trzeba, wiec nie zabraknie. Ostatnie duzo jezdze, to dobrze. Pomagaja tez spacery, ruch tez daje rownowage. Zawsze tez zazdroscilem anglikom ich pubow - starych mebli, przygaszonych swiatel, ognia w kominkach i nieznajomych ludzi, rozmawiajacych ze soba. Oni jednak maja leb - poradzili sobie i angielska wilgocia i z samotnoscia i czesto rakiem towarzystwa w domu. Zawsze bardzo milo wspominam wszystkie puby i czekam na nastepny raz. Polskie bary to jednak nie to samo - brakuje moze kominkow czy dekoracji, a moze poprostu sa 'za nowe'. Zawsze stare domy czy rzeczy maja swoj urok. Fajnie sie w nich czujesz. Jest jakas taka energia. Choc tez sie zmienia - coraz wiecej w Warszawie fajnych miejsc, staram sie regularnie odwiedzac i odkrywac nowe, zeby byc na biezaco. Sledze tez, co sie dzieje w starych - koncerty, inne menu itp. W tym sie niezle orientuje, wiec zawsze wiem, gdzie pojsc na wino/piwo. Najlepiej nie samemu, ale nie zawsze sie udaje - wszyscy duzo pracuja, dzieci, obowiazki… Konkretnie z piwem jest coraz lepiej - duzo wiecej gatunkow, ciekawe smaki. Wino tez coraz czesciej w duzym wyborze. Ceny oczywiescie wyzsze niz w Hiszpanii czy Wloszech (wino, kawa), za to mniejsze niz u nich tez sa (piwo)…

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      t1000m
      Czas publikacji:
      wtorek, 20 października 2015 17:51
  • poniedziałek, 12 października 2015
    • to juz na pewno jesien…

      Dosc dlugo bylo naprawde cieplo, a najwazniejsze slonecznie… Teraz kolejny dowod na to, ze wszystko sie kiedys konczy… Cala Polska, a u mnie to Mordor wchodzi w jesien/zime. Nie wiem jeszcze, co z tym zrobic. Zwykle pomaga - zazycie mocnych trunkow, przegladanie zdjec z wyjazdow, planowanie nastepnych. Doradcy itp w internecie mowia, ze powinno sie odkladac wiecej pieniedzy. Maja racje, tylko ze co sie do tego zabieram, mam kolejny wyjazd - bilety, prezenty, drinki i wspanialy plan bierze w leb. Poza tym czasem przypominam, ile mam lat, sprawdzam w Excelu, ile by zajelo dojscie do fortuny i stwierdzam, ze musze zyc 120… Wiec zostaja zjecia i alkohol… Coraz bardziej rozumiem finow - pija niemalo z braku slonca… Emocjonalnie sie niby polepszylo - jest w sumie gorzej, ale z drugiej strony udalo sie jakos z tym pogodzic i dojsc do ladu. W koncu jak to ktos powiedzial po wysluchaniu przyjaciela, ktory myslal, ze ma wyjatkowe problemy - sa nas miliony. Wiec sa miliony ludzi sa samotni… I co? I nic. Kupuja psa i chodza do baru. Tez czasem gdzies chodze i jest troche lepiej. Gorzej maja ci, co nie pija. No ale kazdy ma jakies ograniczenia. Ja np nie jestem dosc wysoki. No ale tez nie zbyt niski. Moze byc. Choc w USA mozebym czul sie gorzej. No bo tam co drugi ponad 180… Co do kobiet - podobnie - nikt (wiekszosc) nie ma u nich powodzenia, grunt to nie robic z tego problemu. Ogolnie, im mniej sie przejmujemy, tym lepiej, nic nas nie rusza… Lubie ukladac puzzle, zastanawiam sie, czy sa miejsca, gdzie mozna wspolnie ukladac (dla doroslych, jak bary z grami planszowymi). Moze ktos wie? W Warszawie. Co o wyjazdach? Portugalia tym razem. Bylem, polecam. Jak cale poludnie. Cieplo, ocean, udzi mili, zycie proste… Ogolnie w sloncy wszystko wydaje sie lepsze… Widze, ze ktos jednak to czyta. To mile. Niedlugo znowu mam krotki wyjazd i juz sie ciesze. Wyglada na to, ze jak komus nie zalezy na 10 gwiazdkowych hotelach i przelotach w klasie biznes, to juz mozna (przynajmniej Europe) zwiedzac dosc tanio i szybko (w sensie dojazdu).

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      t1000m
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 12 października 2015 16:54

Kategorie

Tagi

Kanał informacyjny

Opcje Bloxa