wszystko plynie

Wpisy

  • środa, 17 maja 2017
    • wreszcie…

      jest koniec/co najmniej srodek maja i w koncu cieplo. Pierwszy rower do pracy. W koncu dzisiaj pojawili sie pierwsze listki na ostatnim z trzech debow. Nastroj sie polepsza, ale wciaz zmagam sie z zapaleniem. Dziwnie sie czuje i denerwuje mnie to. Znowu wydaje sie, ze za duzo pije. Ograniczam. Tak naprawde lubie smak piwa albo wina. No moze whisky z cola. Rzadko czysta whisky. Wiec wodke pije raczej dla towarzystwa niz z checi. Trudno. Znowu widuje MG u J. Choc po uplywie czasu jest to mi prawie obojetne. Ich relacja w sumie tez nie ma szans. Ale kazdy zyje zludzeniami. Albo poprostu tak jak jest, tu i teraz, nie zamarwiajac sie, co bedzie za rok czy 10. Pod tym wzgledem caly czas dziwie sie M, ktory akurat ma problemy w swoim zwiazku. Nie moze zapomniec o I, choc minelo tyle lat, ale tez nie chce miec tylko czastke jej zycia, tylko calosc. Wlasnie to rodzi najwiecej problemow, bo na co dzien moim zdaniem by do siebie nie pasowali i nie udalo by im sie. Jedyne co moglo byc, to chwile, fragmenty, przeblyski. Ja mysle, ze to nie tak znowu malo. Ale najwiekszym grzechem naszych czasow jest chyba chciwosc i zachlannosc. Nie ma malej lyzki, trzeba duzo i teraz. A przyciez to nawet fajnie jest czekac na kolejne spotkania, telefony itp. Samo czekanie wzmaga podniecienie. Inaczej szybko sie przejadamy. Znowu spotykam sie z MC. W miedzyczasie na imprezie poznalem MP. Spodobala mi sie, ale jest zbyt poprawna, ma gust i jest ciekawa, ale nie matego blysku. Albo ja na razie go nie widze. Jednak nawet porzadna kobieta musi byc troche nieporzadna. Inaczej jest sztywna i nudna.
      Czekam mnie troche domowych napraw. W teorii wszystko jest zgrane i proste. A jak co czego, to i tak trzeba odwiedzic sklep, zastanowic sie co i jak, pare razy zebrac i rozebrac.
      Duzo czytam, staly rytm dzienny jednak uspokaja i daje poczucie pewnosci. Teraz ksiazke o anglikach, ich zwyczajach i sposobach na zycie. W sumie interesujaca, pelna malych historyjek i humoru. Lato zapowiada sie srednie, zobaczymy jakie w koncu bedzie. Cala sztuczka polega na tym, ze czy cos jest dobre czy zle, czy prawda czy falsz, mozna ocenic zwykle tylko po czasie. W momencie, w ktorym wszystko sie dopiero dzieje, wszystko jest mozliwe. Zakonczenie wciaz jest otwarte.
      I wlasnie to w zyciu jest najciekawsze – do samego konca nie wiemy, co dalej, co jest za zakretem i kogo poznamy jutro.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      t1000m
      Czas publikacji:
      środa, 17 maja 2017 16:52
  • piątek, 31 marca 2017
    • kolejne urodziny…

      no i jestem o rok starszy. Nie wiem, jako dziecko chyba czekalem na ten dzien – prezenty, torty… Teraz juz jest mi to obojetne – prezenty w sumie sa, flaszki, ksiazki. Choc generalnie wszystko sobie sam kupuje. Nikt i tak nie ma ciepliwosci, zeby pamietac, ze cos mi sie podobalo w ciagu roku, albo nigdy nie mialem okazji kupic, ale chcialbym to miec. Zyczenia tez sa, na fb. Moze i jest to mniej niz osobiscie, ale z drugie strony duzo latwiej pamietac. Jakis pozytek z social media jednak jest. Choc smutno jednak patrzec na ludzi patrzacych na ekrany swoich komorek, a nie na siebie. Ale przyciez z nieznajomymi sie nie rozmawia, tym bardziej na zywo. Wiosna juz idzie na powaznie – dzis jest okolo 20 stopni. Troche slonca i bardzo milo. Caly czas zbieram sie uruchomic rower, ale z powodu slabej temperatury wciaz to odkladam. Jutro powinno sie udac. Znowu przybylo pare ksiazek, Jedna dostalem, jedna kupilem. Bardzo ciezko jest sie wstrzymac. Czytam caly czas, oczywiscie lekkie ksiazki z akcja czyta sie chetniej. Taki literaturny fast-food. reszta wymaga wysilku – to juz kategoria eko, albo delikatesy. Wraz z wiosna mam nadzieje na wiekszy ruch i podroze dalsze i blizsze. Pewnie bedzie to tez oznaczac wydatki. Mniejsze i wieksze. No ale na przyjemnosci wydaje sie lekko. W pracy spokoj coraz wiekszy, zobaczymy, co z tego wyniknie. Niedlugo juz bedzie Wielkanoc i biznes powinien troche przyspieszyc. Choc z drugiej strony widze, ze sa podchody, zeby przejac cala firme i zrobic bardziej przyjazna politycznie. Mam uczucie, ze caly 2017 bedzie bardzo aktywnym rokiem. Zdrowotnie mam jakies zapalenie, antybiotyki na razie nie dzialaja, bede bral dalej. Towarzysko raczej zastoj, licze na wiecej imprez, jak sie zrobi cieplej. Troche tez wydaje przesada, ze juz 40ki zaczynaja narzekac na zdrowie. Znaczy, normalnie, ze cos moze bolec, ale z boku wyglada to tak, jakby juz byli na wskros schorowanymi emerytami. Z drugiej strony, juz 20+latki maja mase jakis chorob fizycznych i psychicznych. Dziwne czasy. niby zyjemy coraz dluzej, ale jak ludzie czuja sie coraz gorzej. Rzeczywiscie, samopoczucie i nastroj to nie to samo. Nastroj mogl by byc ok, gdyby nie samopoczucie. A przeciez naprawde nie jest tak zle. Mozna powidziec, ze jest coraz lepiej. Tylko ze cieszyc sie coraz trudniej. Bo to, bo tamto. A powinno byc, ze jest cieplo, slonce swieci, zdrowie jest. No i dobrze, zyjemy… A caly czas to nie tak i tamto… Slonce jest najwazniejsze.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      t1000m
      Czas publikacji:
      piątek, 31 marca 2017 16:56
  • czwartek, 23 marca 2017
    • czekajac na wiosne…

      Po dlugich oczekiwaniah w koncu przyszla wiosna. albo prawie przyszla. Kazdy dzien jest inny – raz cieplej, raz zimniej, ale slonca caly czas malo. Dzisiaj tez liczylem, ze choc nie bedzie padac, ale znowu cos kropi. W pracy wyczuwam powoli zblizajace sie problemy, w dodatku idace w daleka i absolutnie ze mna niezwiazane.  Caly czas niemoge sie przelamac i zajac sie iwestycja w przyszlosc w postaci cwiczenia programowania. Regularnie za to staram sie spotykac z D, M i N na piwie, zeby w sumie pogadac o niczym i ponarzekac na los. Zycie osobiste stanelo w miejscu – bez jakis sukcesow, ale i problemow nowych tez nie ma. Tylko stare. Z tego co widze, wiekszosc ludzi ma to samo, co inni ludzie, znaczy wiekszosc facetow ma to, co inni faceci, wiekszosc kobiet to, co inne kobiety. Zycie toczy sie powoli, nudno i przewidywalnie. Wszyscy gonimy za czyms, czego nie mamy. Powoli mamy coraz wiecej, w sumie wszystko, czego potrzebujemy lub mozemy potrzebowac. Jako rzeczy. Oczywiscie brakuje nam uczuc. Z tym tez coraz lepiej, bo powoli to tez bedzie do kupienia. Choc co to beda za uczucia? Kto wie. Kiedys wsystko bylo znane. Mniej-wiecej. Teraz wszystko sie zmienia. Wiemy tylko, ze zmienia sie z tego co mamy. Nie wiemy w co. A zanim poznamy w co, ono znowu zmienia sie w co innego. Wiec nic nie jest czyms, tylko jest ciagla zmiana. Antropologicznie nie wiem, czy czlowiek sie do tego nadaje. Chcialo by sie zyc w jakims ukladzie, wiedziec, co jest gora, a co dolem. Uczuciowo tez nie jest najlepiej. Chcialbym znowu cos czuc. Moze nawet cos przyjemnego, zeby bylo cos w oddali. Na razie nie ma nic i nic tez nie czuje. Kolejne dni, za oknem kolejne deszcz i kolejny dzien jakichs zmian. Trudno zmusic sie do pisania, ogolnie poczatek jest najtrudniejszy w kazdej sprawie. Pozniej juz zaczyna sie zazebienie sie jednego za drugie, jakis szkelet i idzie juz lepiej. Jest dopiero kolo 17, a dzis juz ciemno… Poznalem dzis przypadkowo kolezanki za sciana. Szkoda ze nie jakiegos zwyczajnego sposobu na gadanie albo robienie czegos razem – niby sa te korpopijanskie imprezy, ale kazdy dzial zwykle trzyma sie osobno i za bardzo sie nie mieszaja. No ale pierwsze sprawy jakos udalo sie przebrnac, w natepnym tygodniu mam urodziny, wiec moze uda sie zapoznac je blizej. Oczywiscie najwazniejsze to gonic kroliczka, a nie go zlapac, wiec nie licze na niewiadomo co, ale zawsze to szansa na ciekawie spedzony czas. CDN…

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      t1000m
      Czas publikacji:
      czwartek, 23 marca 2017 16:50
  • poniedziałek, 19 września 2016
    • niedzelne wino…

      Od jakiegos czasu spotykam sie z G wolnych chwilach. Niestety jak na razie nie ma miedzy nami zadnej chemii, wiec spotkania sa wylacznie kolezenskie. Ale i tak milo jest napic sie czasem wina albo piwa i pogadac. W sumie ona glownie gada, ja slucham, ale nie przeszkadza mi to. Lubie sluchanie – mozna dowiedziec sie czegos nowego, albo ciekawego. A swoje historie i tak znam. Powoli nadchodzi jesien i mimo ze slonce nadal jest widoczne, robi sie chlodniej. Zwlaszcza wieczorami. Musze zmienic koldre na grubsza. Bylem niedawno w gorach. Moze i ladne sa, ale nie do konca mnie przekonuje calodniowe chodzenie po grudach kamieni caly czas skupiajac sie na tym tym zeby czegos sobie nie zlamac… Cos, bylem, zobaczylem, udalo sie wrocic calo. Niestety w finansch znowu mam dziure, choc od kilku miesiacach zamierzam nigdzie nie jechac i koncu te finansy ustabilizowac. Samo zycie. No ale lato sie konczy, moze sie w koncu uda. Musze tez pomyslec o pracy bardzie w kierunku programowania, ale idzie mi opornie. Caly czas przewazaja kontakty towarzyskie. Mysle zeby polaczyc jedno z drugim – moze spotkanie z kims z tej branzy pomoglo by ukierunkowac sie i zmotywowac… Moze. No alejak wiadomo samo sie nic nie robi – bez swojej pracy sie nie obejdzie. Ale ze kazdy z natury jest leniwy, zawsze sa 1000 innych rzeczy do wykonania. No ale staram sie jakos ujmowac to w ramy – codziennie jedna choc mala sprawa do zalatwienia. Dziwne tez te kontakty ludzkie. Niby chaotyczne, ale jest w nich pewen system. Jakos z jednymi latwo kolegujemi, innych nie znosimy. Oczywiscie wszystko to dzijej sie jakos samo. Podobno to podswiadomosc. Czyli my myslimy ze dzialamy racjonalnie, a tak naprawde caly czas targaja albo rzadza nami emoje, czyli ta spontaniczna strona. Coz, moze pozniej i zalujemy ze nie sluchamy glowy, ale jednak przyjemnie jest tak poplynac. Choc rzadko, choc tylko troche. No bo codzienne zycie jest raczej odczlowieczone – dzialasz jak maszyna – zaplanowac, wykonac. Kazdy dzien taki sam. Zarobic, wydac. Jesc, spac. Moze kazde z tych dzialan i ma sens, ale jesli patrzysz na calosc, nabierasz watpliwosci. Wtedy staram sie myslec o tym, ze kazdy ma tak samo. I kiedy tak samo spotykamy sie i gadamy, ten bol istnienia jest jakby mniejszy. Czyli jest to moze jakis na niego sposob. Tak czy inaczej jesli skupimy sie na otoczeniu i innych, to jakos lzej ze swoimi problemami. Za jakis czas moze uda pojsc z G cos taniecznego, zobacze, jak tanczy. Jest troche za chuda, ale z tym zawsze jest problem. Lepiej w te niz w druga strone. Przy okazji udaje mi sie utrzymac swoja wage w okolicach 70ki. Wszystkiego trzeba pilnowac. Na szczescie przy gotowaniu D nadwaga w blizszej przyszlosci nie grozi. No i dobrze, jednym problemem mniej. Czasem jest smutne, ale jak ze wszystkim, z czasem mozna sie przyzwyczaic, przyjmowac ze jest to normalne, bo ogolnie zycie jest dobre, ciekawe i kazdy sloneczny dzien jest po prostu dobry. Czyli znowu cieszyc sie malymi rzeczami…

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      t1000m
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 19 września 2016 16:00
  • wtorek, 23 sierpnia 2016
    • goraczka sobotniej nocy…

      w sumie staram sie unikac calonocnych imprez – rzadko sie koncza czyms ciekawym, raczej zwykly kac i niewyspanie… Ale z drugiej strony, zawsze lubie dopilnowac, zeby ewentualne towarzystwo bezpiecznie dotarlo do domu/ow. Jakies glupie poczucie odpowiedzialnosci sie wlacza. Szczegolnie jesli chodzi o kobiety. A przyciez na 80% nigdy juz ich nie zobacze, choc moze bede pamietal imiona. One zreszta tez. Zeby nie bylo, nic miedzy nami tej nocy nie wydarzylo. Jak i innych nielicznych. Grzecznie posluchalismy jazzu na starowce. Bylo ich 3, ja znalem tylko jedna, ktora przedstawila mi 2 pozostale. 46, 36, 33 lata. Bylo goraco, polalem po piwie. Pozniej K. rzucila wprost, ze chetnie by cos zjadla, wiec poszukalismy Maca/kebaba… Nie bylo zadnego w poblizu, wiec potrzebny byl sredni spacer i skonczylo sie na starej dobrej knajpie w malej uliczce. Gadalem ze wszystkimi. G. jest bardzo skromna, w kolko przypomina, ze ma juz swoje lata, wiec duzo nie pije  i musi wczesniej wracac do domu zeby sie wyspac, sprzatac itp. A. jest srednio rozmowna, ale ma w sobie to 'cos – potrafi zainteresowac, ale nie zanudzic, slucha co sie do niej mowi, no i ogolnie jest w moim typie. K. jest najmlodsza z calego towarzystwa, ale paradoksalnie najmniej 'wyluzowana, gada bez przerwy, jest bardzo bezposrednia i uparta. Jak sie pozniej okaze, beda z nia spore problemy, kiedy pryjdzie organizowac 'akcje powrot… W miedzyczasie wypilismy nastepne pare piw, cos zjedlismy, knajpa juz sie zamykala, wiec nieliczni juz goscie szybko przysiedli sie do jednego stoliku. G. musiala juz jechac do domu, chcialem ja odprowadzic na przystanek, ale powiedziala, ze sobie poradzi, wiec zostalem. Zawsze to jest dylemat, moze chcialem zostac, po drugie znamy sie z G, ale na razie nic wiecej. Dziwne, ze zawsze jakos wychodzi, ze ten 'moj typ okazuje sie tym niewlasciwym. No ale widocznie tak juz ma byc. Jedyne wyjscie, to chyba czekac na rozwoj wydarzen i na sile nie przyspieszac. Nowo poznane towarzystwo z sasiedniego stolika zaproponowalo, zeby gdzies pojsc potanczyc. No i poszlismy. Jak sie spodziewalem, miejsce bylo typowo warszawskie i nijakie. No ale kolejne piwa robili swoje. Dziewczyny sie rozkecily, wiec troche tanczylem z A. i K. Okolo 3 w nocy impreza zaczela powoli przygasac, wiekszosc ludzi poszla, choc przyszlo troche nowych. A. byla juz wyraznie zmeczona, wiec postanowilismy wrocic do bazy. Zjawil sie jej kolega, ktory zaproponowal ze nas zawiezie. Nagle sie okazalo, ze K. ma ztym problem – powiedziala ze go nie lubi i nie chce z nim jechac… W sumie juz dawno byl czas na mnie i powinienem wracac do swojej bazy, ale jednak chcialem upewnic sie, ze dotarly do domu. Wiec zaczeli sie negocjacje, kto z kim ma jechac. Po jakims czasie udalo mi namowic K. ze odwioze ja taksowka, a A. pojedzie z kolega. Gdy wszyscy juz byli na miejscu, zblizala sie 4… Pozostalo tylko sie pozegnac i pojechac do swojego lozka…

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      t1000m
      Czas publikacji:
      wtorek, 23 sierpnia 2016 13:56
  • środa, 13 lipca 2016
    • po wakacjach…

      jest dopiero srodek lipca, a u mnie juz po wakacjach. Po dwoch tygodniach nad Adriatykiem akurat dzisiaj w Polsce troche deszczu i troche nizsza temperatura… Wyjazdow bylo kilka, wiec i wydatkow tez – teraz trzeba czekac troche znowu uzbierac. Jeden z wyjazdow byl z rodzina znajomych, wiec mialem okazje zobaczyc, jak wyglada zycie z dwojka malych dzieci. Wiedzialem, ze dzieci potrzebuja uwagi i sa sporym wydatkiem, ale jednak pzekonanie sie bylo smutne. Mlode pokolenie – ktore w teorii ma pracowac na nasze emerytury jawi sie jako egoistyczne, leniwe i dbajace tylko o siebie. Rodzice sa od obslugi i finansowania, glowne rozrywki, to telefony, tablety i zakupy… Glowne haslo na jakiekolwiek ograniczenia albo chwilowa nude – przyciez dziecko musi to miec, czyli 2 razy w roku wyjazd, plus gadzety, plus zajecia dodatkowe, plus ciuchy, pilki itp. Nie wiem, moze rodzice staraja sie im tak wynagrodzic swoje skromne dziecinstwo… Choc tak naprawde tez nie bylo zle – byli wyjazdy do Bulgarii za PRL, ciuchy z Pewex-u i smak bananow. Teraz wszystko musi byc 10 razy bardziej naj… Wiem ze rodzice chca jak najlepiej i oby im sie udalo, tylko co znaczy to "lepiej"… Bo efekt bedzie za 20 lat i nie pewnosci jaki, a frustracja i stres sa teraz i sa konkretne – ze rodzic ciagle zmeczony praca, bo trzeba na wszystko zarobic, bo nie ma czasu i cierpliwosci dla dzieci, bo ciagle pracuje. No ale sami zgotowali sobie ten los – nie mozna dzis wyobrazic, ze dziecko wyjedzie na wakacje tylko raz, ze samo musi wymyslic sobie zabawy, ze samo np w wieku 12 lat ogarnie swoj pokoj. Ogolnie pojecie "dziecko" mocno sie wydluzylo. Ja wiem, ze dla rodzicow zawsze bedziemy dziecmi, ale czy 25 latek jest dzieckiem? A 32 latek? Chyba nie, ale widze po znajomych rodzinach, ze jednak tak. A dlaczego? Bo moze. Ot tak, poprostu, mocno wszedl w ta role, a innej go nikt nie nauczyl. Poza tym teraz jest tak, ze mozna zjesc ciastko i miec ciastko – ma wszystkie prawa doroslego: swoj pokoj, pieniadze, wybiera towarzystwo itp. Niestety nie ma obowiazkow – np pozmywac po sobie, ogarnac swoj pokoj, nie mowiac juz o zrobieniu czegos w calym mieszkaniu. Strategie ma bezbledna – udawaj ze nie rozumiesz, czego od ciebie chca, a w koncu rodzic ma dosc i zrobi to sam. I o to chodzilo… Mozna bawic sie dalej. Czasem rodzic sie buntuje i probuje odzyskac kontrole. Spokojnie, dzecko zna sowje prawa – nic mu nie moze zrobic. Ewentualnie grozi jakimis karami, ale po polgodzinnym jeczeniu dziecka, poddaje sie i pozwala na wszystko. I o to chodzilo. Za troche spokoju rodzic zrobi wszystko. Bo i tak nie wygra. Przyciez dziecko musi to miec. Mialem tez troche obserwacji siebie. Ogolnie jestem czlowiekiem bezkonfliktowym – nie przywiazuje wagi do wyboru jedzenia, miejsca przy stole itp. Bo uwazam ze to nie jest wazne i szkoda grymasic. Pije kawe z mlekiem, ale jesli np akurat sie skonczylo, nie robie problemu z czarna. Zycie jest za krotkie. Niektorzy uwazaja, ze powinno sie upierac przy swoim. To znaczy robic tak jak moi znajomi, ktorzy musieli co rano miec swieze pieczywo, choc zostalo wczorajsze – bo musi byc. Ale kupic go mniej tez nie, wiec zostawalo codziennie. No ale kazdy jest inny, a moze poprostu ma inne priorytety. Dla mnie np naprawde wazne jest, zeby morze bylo cieple, a piwo zimne. Reszta juz mniej. Poza tym w nielicznych przypadkach, kiedy chce cos miec po swojemu, nagle inni tez sie dziwia. Ciekawe dlaczego, bo i tak zalezy mi na czyms duzo rzadziej niz im. Bo czasem kazdemu zalezy, coz w tym dziwnego… No ale ludzi zawsze maja podwojne sady – ich zachcianki co 5 minut sa zasadne, a cudze raz na jakis czas to sa dziwactwa…

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      t1000m
      Czas publikacji:
      środa, 13 lipca 2016 14:41
  • wtorek, 10 maja 2016
    • kolejna wiosna

      po dlugim oczekiwaniu w koncu nadeszla – wczoraj na ostatnim debie pojawili sie liscie… Swieci slonce i nastroj coraz lepszy. Dawno nie pisalem – a to brak checi, a to praca, najczeciej lenistwo. Jak ze wszystkim, pisanie ewidentnie wymaga wysilku – codziennie chociaz kilka zdan. Bo jak sie napisze jedno, pojawiaja sie kolejne i jakos idzie. Ostatnio przeczytalem, ze zycie bez komentowania traci jakby czesc tresci… Moze nie do konca, ale cos w tym jest – zapisujac, porzadkuje skrawki mysli, lepiej wiem, co sie dzieje. Ostatnio od strony pracy troche mam przyspieszenie – jedna rzecz zamknieta, kolejna wkrotce, kurs w trakcie. Kontakt z G sie urwal – po tym, jak moje urodziny przeszli niezauwazone, zrozumialem, ze to tez bylo kolejne jednostronne i w zasadzie bezsensowne uczucie. Bardziej oczywiscie przyjazn niz cos wiecej, ale i tak jednostronna. Nadchodzi sezon urlopowy, niby jest to mile, ale na razie to oznacza wiecej pracy, stresu, zbierania kasy, ktora pozniej znowu pojdzie… Nie wiem, chyba juz wole brak wyjazdow i swiety spokoj. No ale tak sie juz w tym roku ulozylo, wszystko porezerwowane i odwrotu nie ma… Poznalem inna G, widocznie teraz sezon na to imie. Nie zrobila wiekszego wrazenia od razu, ale jest ciekawa osoba, zobaczymy, co bedzie dalej. Przynajmniej pojdziemy gdzies razem, pojezdzimy na rowerze. Nie wiem jak znajde czas, ale na razie mam co najmniej tydzien luzniejszy w pracy. Kurs idzie opornie, materialu jest duzo i koniecznie jest samodzielne robienie przykladowych zadan. Oczywiscie zwlekam z tym jak moge, ale i tak musze to zrobic. Czytam caly czas – oczywiscie jest to troche forma ucieczki od realnego zycia, ale wczyscy od niego uciekaja – roznymi drogami, choc wiedza, ze jest tylko jedno, w glowie to drugie wydaje sie fajniejsze… W jednym z magazynow przeczytalem, ze nawiazujac relacje z drugim czlowiekiem tak naprawde nawiazujemy relacje ze soba – czyli ta osoba jest jakby lacznikiem nas z nami… Cos w tym jest – zeby zrozumiec, gdzie jest dom, czasem treba wyruszyc w droge, zeby zrozumiec siebie, potrzebny jest ktos inny. Co jeszcze? z zasadzie jest mi dobrze jak jest i mozliwe ze to jest problemem – na dluzsza mete do niczego nie prowadzi… Z drugiej strony – do czego niby ma prowadzic? Moze zycie to wlasnie jest ta codziennosc, czasem szara, czasem z dodatkami kolorow… I cala sztuka polega na tym, zeby docenic to co mamy, nie gonic za czyms, czego poprostu nie ma… No ale tak to juz jest – zawsze myslimy, ze za zakretem jest lepiej, kazdy kolejny wybor rodzi kolejne rozczarowanie, ze mozna bylo wybrac lepiej… Tylko co znaczy lepiej, zawsze problem tkwi w szczegolach, detalach, drobnym druku… Nawet jak czuje, ze tak jest dobrze, zawsze dookola sa inni, ktorzy ciaglie daja znac, ze mozna wiecej, lepiej platna praca, ladniejsza partnerka itp.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      t1000m
      Czas publikacji:
      wtorek, 10 maja 2016 11:46
  • wtorek, 08 marca 2016
    • poczatek wiosny mija…

      kolejne spotkaie z G. Znowu jakos sie tak zdarzylo, ze rozmawialismy o rzeczach malo waznych, albo moze i waznych, ale juz kilka razy przerobionych. Nie zapytalem o co chcialem, nie powiedzialem tego co mialem powiedziec. Samo zycie – odkladamy wiele rzeczy na pozniej, rozmawiamy o niczym, bo jakos "nie jest na to odpowiedni moment". A pozniej zwykle za pozno. Zawsze po… idzie mi lepiej, na spokojnie moge ulozyc caly plan rozmowy. Musze tak robic, bo inaczej zbaczamy na rozne tematy, klimat sie psuje i konwersacja rozpada sie na kawalki. Np powiedziala dlaczego mi sie podoba, bo przyciez moglbym miec kazda… No wlasnie, do bolu to znane – nie chcac powiedziec wprost ze ktos nam sie nie podoba, probuje sie go zniechecic: tyle ladnych dziewczyn/chlopakow dookola, wez kogos innego, moglbys miec kazda/kazdego. Bez sensu. Nie dziala to tak. Jest subtelna ale roznica – moglbys/moglabys i mozesz… Samo moglbys zaklada druga czesc – gdyby… A  mozesz juz nie, czyli mozesz miec kazda – czyli te tez. A moglbys – to tylko moglbys gdyby… Co jeszcze? Twierdzi ze jest szczesliwa. Ale pod tym szczesciem rozumie glownie prace. Ja tymczasem chcialbym wiedziec o niej samej – co czuje, lubi, kiedy ostatni raz porzadnie sie calowala… Czyli rozmowa bardziej osobista, m.in. o seksie, ale nie wprost. Bardziej o dotyku, smaku, zapachu, odczuciach fizycznych. Powiedzialem juz jej kiedys, ze ma bardzo zmyslowy zapach wlosow. Chcialbym ja zapytac, co mysli o moim zapachu. Ja go nie czuje prawie wcale, ale podobno tak ma byc, miesza sie zapach wody po goleniu z zapachem ciala i trudno to wyczuc. Poza tym dla mnie to czesc tzw chemii, ze "czujemy" zapach jednych osob, innych nie, albo nie jest on odbierany jako przyjemny. Ogolnie ciekawi mnie, jak jestem przez druga strone odbierany. Bo bo widzenie siebie zawsze jest zaburzone. Jest do troche trudne – zawsze w rozmowach z innymi tego nie wypada. A moze teraz juz tak, moze tylko dla mnie wymaga to chociaz malego przekroczenia granic… Niewazne, faktem jest ze wiem co zrobiic z przegrana, a z wygrana juz  nie. Choc z czasem juz nie bierze sie tego jako porazki, tylko kolejne doswiadczenie poprostu. Czegos sie nauczyles i idz dalej… Wiec prawdopodobnie nastepny raz bedzie ostatnim. Przynajmniej na jakis dluzszy czas – znowu wyczuwam jakis opor, albo co najmniej niezdecydowanie. Wiec powinna to sobie przemyslec i ulozyc. Czy w ogole i czego chce. Niby to normalne ze kazda kobieta "chce i nie chce", ale cos musi przewazac. Fajnie sie gada, czujemy sie dobrze ze soba. W zasadzie na taka dalsza przyjazn wystarczy. Mozemy sie spotkac raz na rok. Grzecznie pogadac i pojsc w swoje strony. Wydawalo sie ze jednak oboje chcemy czegos wiecej. I teraz widac ze znowu sie wydawalo. Jak to w zyciu. No i niestety nie ma w sobie tego "czegos" co swieci samo, a nie czeka na twoje swiatlo, zeby go tylko odbic…

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      t1000m
      Czas publikacji:
      wtorek, 08 marca 2016 14:05
  • wtorek, 16 lutego 2016
    • fajny wieczor w deszczowym lutym…

      Spotkalem G kilka miesiecy temu. Fajnie nam sie razem tanczylo, ovzywiscie znowu zlamalem zelazna regule – nigdy nie pokazuj/mow kobiecie, ze tobie sie podoba. Poprostu jej to powiedzialem – ze dobrze wyglada, dobrze tanczy i ma bardzo seksowny zapach wlosow (jak sie pozniej okazalo, dobry szampon). Oboje jestesmy w zwiazkach. Moj od jakogos czasu 'mocno sie schlodzil', jej z tego co widze, tez czegos brakuje… Mam nawet nadzieje, ze brakuje nam tego samego – ciepla i uwagi, gadania i dotyku, czyli tak zwanych milych pierdol, ktore wlasnie wiaza. Wiec poprostu poprosilem ja o numer telefonu. A Ona poprostu mi go dala. Pozniej powiedziala, ze pewnie i tak bym go zdobyl przez znajomych. Moze zalowala, ze oszczedzila mi staran, ale ja uznalem to za plus. Nie lubie "gier i podchodow", w sensie glupich, bo madre i pikantne sa calkiem fajne. No bo oczywiscie jak kazdemu facetowi "chodzi mi o jedno", ale musi to byc jednak jakos fajnie rozegrane. No bo wiadomo, chase is better than the catch… Teraz spotykamy sie w miare regularnie "na wino"… Mamy wspolne tematy, gusta, duzo rozmawiamy. Bardzo powoli, ale jednak temperatura rosnie. Niby niewinne mizianie, delikatne calowanie, ale z drugiej strony ciagla niepewnosc i oczekiwanie na nastepne. Najbardziej mnie ciekawi, co Ona czuje? Troche mi zdradzila – ze sama nigdy nie jest z gory pewna, jak sie potoczy wieczor. Widze, ze to chyba wspolna cecha wielu kobiet – jednoczesnie chca i nie chca, ulegaja i sie opieraja. No i dobrze, w sumie inaczej byloby za proste, choc oczywiscie w meskim logicznym swiecie to "wprowadza chaos w zycie". Czyli tez jednoczesnie chcemy zeby one byly jak my, ale tez cenimy ich dlatego ze sa inne… Ot, kolejna sprzecznosc. Mam nadzieje, ze oczekiwanie na kolejne spotkanie ja bardziej podgrzewa, niz ostudza. I ze moja powolnosc pozwoli mi wiecej zyskac niz stracic. No ale coza, tak poprostu czuje, ze tak trzeba zrobic, poczekac, posluchac co Ona mowi, popatrzec i sie nie spieszyc. Pytala, co w niej pryciaga – trudno wyroznic cos jednego, jest atrakcyjna, choc niemloda. Moze to to, ze jest swiadoma siebie i moze nie jest super otwarta, ale tez nie zamyka sie, jak wiekszosc, podejmuje te gre. W koncu cos sie dzieje, w tej szarej codziennosci inaczej poprostu sie dusze…

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      t1000m
      Czas publikacji:
      wtorek, 16 lutego 2016 12:55
  • wtorek, 15 grudnia 2015
    • kazdy dzien jak boj i znowu szary…

      Po kilku w miare slonecznych znowu mamy grudniowa szarosc… Do tego temperatura nieublaganie idzie w dol. Ostatnie kilka dni uplywaja pod znakiem szukania pracy dla znajomych. Jakto zawsze – niby ogloszenia sa, ale nawet glupie sprzatanie albo opieke nad dziecmi dostac trudno. Trzeba dzwonic i rozmawiac, dzwonic i rozmawiac. Nie jest latwo, ale mozna. Prawda gdzies posrodku. Nie mozna w zadnym razie zrazac sie niepowodzeniem. Jak z kobietami… Po kilku dniach poszukiwan sa w koncu kilka umowionych spotkan. Wszystko wymaga czasu. Natrafilem tez na ciekawy tekst o wspolczesnych 20-30 latkach.
      Fragment: "W oczach naszych rodziców stanowimy paradoksalne połączenie pracoholizmu i leserstwa. Pracoholizmu, bo nikt inny w rodzinie nie jest aż tak zawalony robotą, żeby nie móc stawić się na rosołku u mamy w niedzielę o trzynastej. Leserstwa, bo ta nasza „praca” niewiele ma z pracą wspólnego. Dla pokolenia, któremu na miły początek życia zawodowego zakład pracy dał w latach siedemdziesiątych przyzwoite pieniądze, służbowe mieszkanie, diety i całusa w czoło, praca ma ściśle określoną definicję. Jeśli zarabiasz pieniądze leżąc w pod kocem na kanapie, jeśli nie nalicza ci się staż pracy, jeśli ZUS nie da ci na starość ani grosza, a jak się rozchorujesz to musisz bulić lekarzowi pierwszego kontaktu, żeby przepisał ci nierefundowany antybiotyk, to sorry, ale wcale nie masz pracy. Obudź się, jesteś bezrobotny!".
      Jak zawsze sie sprawdza – ze nie wystarczy sie narobic, zeby zarobic… Wrecz mozna powiedziec ze bardzo rzadko to idzie w parze. Bo te umietnosci sie wykluczaja – ciezka praca i twarde negocjowanie, znajomosc wlasnej wartosci itp. Bo takie ludzie – znajace swoja wartosc najczesciej juz nie chca i nie musza ciezko pracowac. Od tego sa ci inni. Coraz czesciej tez mysle ze czas na ruszenie tylka do swojej branzy maciezystej, ktora sie studiowalo, ale nigdy nie bylo dane w niej pracowac – IT. Mam troche lat, ale nie ma wyjscia – trzeba odnowic wiedze, przekwalifikowac i zaczac od nowa. I tak wuczuwam, ze obecna sytucja wkrotce sie skonczy. Od roku mam jakies poczucie, ze cos nadchodzi, cos wielkiego, tylko nie wiem co. Obawiam sie, ze nie bedzie to zmiana na plus, ale wyboru tez nie bedzie. Moze i lepiej, czuje ze sie zasiedzalem – zawodowo i prywatnie. Wszytko sie zatrzymalo, nie mam juz radosci ani przyjemnosci, tylko poczucie rutyny i obowiazku. Co prawda jest to cos, nadaje rytm i trzyma w ramach, ale coraz czesciej lapie sie ze to za malo. Chcialo by sie jednak jakichs uczuc, zeby cos w koncu dotykalo, ale nie splywalo po powierchni… Odnalesc jakis sens. Jakos dziwnie najczesciej robie to co trzeba, co nalezy, co wypada itp. Niby to glownie ok, czuje przyjemnosc, ze to komus pomaga. Ale tez usycham wewnetrznie, bo tez potrzebuje ciepla, ktorego prawie nie dostaje. Zyje jak miliony, mijace siebie nawzajem, nie majac kontaktu, chyba ze wzrokowy, ale to jak TV bez dzwieku – niby da sie ogladac, ale krotko…

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      t1000m
      Czas publikacji:
      wtorek, 15 grudnia 2015 14:58

Kategorie

Tagi

Kanał informacyjny

Opcje Bloxa