wszystko plynie

Wpis

poniedziałek, 20 lipca 2015

czy prawdziwe Damy tez TO robia…

coz, kolejny weekend za nami, wiec czas na podsumowania. 6 wypitych piw, 50 km na rowerze, 2 nowe knajpy… Nie bylo zle, ale zawsze moglo byc lepiej. Ona sie nie odzywa - zakladam kolejny kryzys - czesto zmienia zdanie, jak to kobieta. Ulozylem taka teorie - jest jak bondynka za kierownica (i tak jest blondynka) - pokazuje skret w lewo, a sklreca w koncu wprawo… To bo kazdy moze przyciez zmienic zdanie… Wiec nidgy nie wiem, czego tak naprawde chce. Czasami sama mowi ze nie wie. Ale nie o tym chcialem napisac. Jak co piatek wpadlem po drodze z pracy do jednej z knajp w centrum. Siedze, pije to swoje piwo, patrze na ludzi. Oni w wiekszosci tez pija, czasem tancza. Kobiety tez pija rowno - no przyciez rownouprawnienie, poza tym moze "beda latwiejsze", choc juz widac, ze sa wystarczajaco "latwe". Obok wlasnie siedza 2K + M - dwie kolezanki i ich kolega. Sila rzeczy jedna z nich jest nieparzysta. Na oko sa kilka glebszych przede mna. Patrze na "nieparzysta" - ma niezla figure, lekko potargane wlosy i mily usmiech. Przez chwile rozmawia z facetami ze stolika obok. Moze rozmowa sie nie klei albo maja "lepsza oferte". Wkrotce sobie ida. Pada pomysl, ze jak juz tak siedzimy obok, to mozebysmy razem napili. Coz, integracja zawsze jest pozytywna. Pijemy po jednym. My z Nieparzysta zaczynamy rozmawiac - jak to w takim stanie - o roznych niepowaznych rzeczach, ona sie smieje, ja sie usmiecham. Okazala sie calkiem atrakcyjna tez  mozgowo - fajne sie rozmawialo. Chce zatanczyc, idziemy na parkiet. Wyczuwam, ze partnerka juz "swoje wypila", wiec musze pilnowac, zeby nic jej sie nie stalo. Wracamy. Teraz sobie mysle, ze tanczenie nie bylo dobrym pomyslem. Bo jak mawiaja zeglarze, nie sztuka zjesc obiad, sztuka utrzymac. Wychodzimy z lokalu, okazuje sie, ze mieszkamy z tych samych okolicach, wiec pojedziemy razem. Zegnamy druga pare. Po drodze stan moje towarzyszki sie pogarsza, no ale musze sie zachowac i nie moge jej porzucic w pol drogi. Pomagam, uspokajam i po kilku odpoczynkach i malych sladach "zwrotnego jedzenia" na kazdym z nas, docieramy do jej domu… Spodobala mi sie i jak to sie mowi "gdyby spotkalismy sie w innych okolicznosciach", moze cos by z tego bylo. A poniewaz jak to w zyciu - nie tak i nie wtedy, nie pozostalo mi nic innego, jak powiedziec dobranoc i zniknac. Choc wymienilismy numery. I teraz pytanie - czy prawdziwe Damy tez miewaja "klopoty zoladkowe"? I czy zasadne byloby oczekiwac chociaz zaproszenia na kawe... Oczywiscie juz niejedno w zyciu wiedzialem i staram sie na nic nie liczyc, to jednak mysle, ze jesli juz cos takiego Damie sie przydarzylo i ktos byl mily sprawic,  zeby dotarla do domu w calosci, to kawa mogla by byc… Moglaby, a moze nie. To dla mnie tez maly test, czy jednak jest Dama…

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
t1000m
Czas publikacji:
poniedziałek, 20 lipca 2015 14:23

Polecane wpisy

Kategorie

Tagi

Kanał informacyjny

Opcje Bloxa